Lokata nie zawsze się opłaca

20Zanim zaczniemy oszczędzać pieniądze wkładając je na wszelkiego rodzaju lokaty sprawdźmy warunki i przeliczmy sobie, czy się nam to opłaca. Sposobów na obrót pieniędzmi jest wiele, wiele jest też systemów oszczędnościowych. Wprawdzie lokaty gwarantują nam konkretny procent, ale w przypadku niewielkich sum pieniężnych lokaty są zupełnie nieopłacalne, a przy tym zamrażają nasza gotówkę na długi czas. Jeśli nie dysponujemy aż tak wielkimi kwotami, to pomyślmy, czy po prostu nie jest nam wygodniej złożyć pieniądze na tradycyjnym koncie. Wypadki losowe mogą dotknąć każdego i w każdej chwili może się zdarzyć tak, że owe pieniądze będą nam niezwykle potrzebne. W przypadku lokaty nie będziemy mogli z nich skorzystać, a to niekiedy może wręcz uratować nam życie. Dobrze mieć jest w zanadrzu, na tradycyjnym koncie internetowym „odłożone nieco grosza”. Dzięki temu pieniądze podjąć będziemy mogli w każdej chwili, a to luksus wobec kilku procent rocznych odsetek od niewielkiej kwoty. Nosisz wypchany pieniędzmi portfel? Wiele ryzykujesz. Kieszonkowców jest wielu. Narażasz nie tylko swoje oszczędności, ale i ważne dokumenty, takie jak dowód osobisty, paszport, prawo jazdy. Dzisiejszy świat zna skuteczniejsze i praktyczniejsze metody „posiadania” przy sobie gotówki. Mowa tutaj o kartach płatniczych. Przed laty wypłatę brało się w zakładowej kasie. Z gotówką trzeba było jeździć na zakupy. Dziś ryzykujemy dużo mniej. Do dyspozycji mamy bowiem karty płatnicze. To właśnie dzięki niem nie musimy przy sobie nosić banknotów i niekiedy oszczędności życia. Niemal każdy dobry sklep oferuje bowiem płatności elektroniczne – kartą płatniczą, tudzież kredytową. To nie tylko bezpieczniejsze, ale i dużo bardziej wygodne. Karta nie zajmuje dużo miejsca, przy tym możemy zapłacić nia „na kreskę” – chodzi tutaj o możliwości debetowania, które niekiedy ratują życie. Wielu uważa, że karty płatnicze to jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości.

Lokata bankowa

3Od pewnego czasu reklamy telewizyjne grzmią nam o wspaniałych lokatach bankowych, na których możemy zarobić bardzo duży procent od tego, co wpłacimy. Jaki to procent? Najczęściej waha się to między pięcioma a ośmioma procentami przy lokacie na trzy miesiące. Oczy aż wychodzą z orbit, prawda? Ale i tutaj jest haczyk. Jaki? Otóż procent ten jest aktualny, jak najbardziej, ale w skali roku! No i koniec magii. Ale to wcale nie oznacza, że lokaty sie nie opłacają! Wręcz przeciwnie! Jeśli interesuje cię bezpieczna inwestycja z pewnym zyskiem, to lokata jest właśnie stworzona dla ciebie! Możemy, co prawda, bardziej agresywnie inwestować na giełdzie, ale niesie to z sobą spore ryzyko utraty wszystkich naszych oszczędności, a to przecież nie o to chodzi. Lepiej zamrozić pieniążki na lokacie i czekać, aż urosną. A rosną szybciej, niżby się to mogło wydawać! Wystarczy jedynie trochę cierpliwości, a to przecież tak niewiele, jeśli weźmie się pod uwagę zysk z lokaty. To pewne i sprawdzone źródło zysku. Czy możemy powiedzieć, że jesteśmy czegoś tak naprawdę, w stu procentach pewni? Tak, jak to sie mówi, „na bank”? Moja babcia zwykła mówić, że w życiu są tylko trzy pewne rzeczy. Śmierć, podatki i „Moda na sukces”. I zgadzam się z nią w całej rozciągłości. Bo tak naprawę niczego nie można być pewnym. Chociażby tego, że mamy pewną pracę. Tak się cały czas zdawało, a tu przyszedł kryzys i bum! Cały zakład pracy upadł. Miało się pewny procent w pewnym banku, a to kryzys i co? Ani procentu ani banku! Warto więc wziąć poprawkę na to, że nie ma nic „na bank”. Zawsze będzie jakiś margines niepewności, dlatego dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy uważać na to, co robimy i ile w to inwestujemy. Nie chodzi mi już nawet o same pieniądze, ale przecież często sami siebie angażujemy w pewne sprawy tak bardzo, jak tylko sie da a potem co? Jeden wielki zawód. Czy naprawdę warto? Trzeba się uzbroić w umiar i realne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, która nie zawsze będzie taka, jakbyśmy chcieli ją widzieć. Z czym się wam kojarzy słowo Bank? To może śmieszne, ale jeśli zada się to pytanie dzieciom, to nie odpowiedzą tak samo jak my, że z pieniędzmi, kredytami i lokatami. Co powiedzą? Napad na bank! Skąd to się wzięło? Z bajek, które tak zachłannie oglądają nasze dzieci. Przecież w niejednej bajce ci „źli” zmierzają do tego żeby kogoś okraść, a najczęściej jest to właśnie bank. Jest to też po części prawda, bo jeszcze nie tak dawno temu pieniądze w bankach trzymane były w sejfach, a więc nie tak do końca bezpiecznie. Dzisiaj pieniądze są w większości bardziej wirtualne. Nikt już nie chodzi z milionami w gotówce, tylko raczej robi przelewy, co jest, niewątpliwie bezpieczniejszą formą płatności. No, ale dzieci i tak zawsze będą kojarzyć banki z kowbojami i napadami na bank. W końcu jest to znacznie bardziej ekscytujące, niż komputerowe zliczanie odsetek, prawda? Nie uświadamiajmy naszych milusińskich na siłę. Jeszcze będą mieli dość czasu, by wyprostować swoją opinię o bankach i ewentualnych napadach na nie.

Pierwszy państwowy system bankowy

6Właściciele komercyjnych banków zbijali często ogromne fortuny. Pieniądze te były tak ogromne, że często państwo przy nich było po prostu biedne. Z tego względu również władze państw zaczęły interesować się działalnością bankową. Pierwszy państwowy system bankowy został rozwinięty w Egipcie. Ówcześni królowie tego państwa zakładali oddziały banków we wszystkich największych miastach. Oddziały te były podporządkowane centrali, która znajdowała się w Aleksandrii. Powstały tam system bankowy miał trzy podstawowe zadania. Pierwszym z nich było zbieranie podatków od ludzi. Bank ten zbierał również od ludzi depozyty na przetrzymanie, czyli pozwalał na bezpieczne ulokowanie bogactw. Bank taki służył również jako kantor wymiany. Ostatnim zadaniem było oczywiście udzielanie wszelakich pożyczek. Jak się jednak okazało później, największy dochód dawało nie oprocentowanie kredytów, a same opłaty za wszelkie usługi bankowe. Ponieważ pomysł stworzenia państwowego systemu bankowe świetnie się sprawdził to już wkrótce zaczął on pojawiać się również w innych krajach. Wraz z rozpoczęciem się VIII wieku przeszedł czas na stopniowe wycofywanie z obiegu monet. Monety tamtych czasów miały swoją wartość praktyczną, gdyż wykonane były z cennych kruszców (dziś monety zdecydowanie nie mają praktycznie żadnej wartości). Zamiast nich zaczęto wprowadzać pierwsze papierowe banknoty, które miały pokrycie w złocie. Tak naprawdę banknoty pojawiły się już w II wieku p.n.e. w Chinach jednak miały one zazwyczaj charakter typowych weksli. Banknoty rozpowszechniły się wyjątkowo szybko, gdyż bankierzy zauważyli, że dzięki nim mogą w kasie posiadać jedynie 20-30 % pieniędzy jakimi ogólnie dysponują. W ten sposób kapitał stał się dużo bardziej bezpieczny. W roku 1729 banknoty zaczęły być uznawane jako zwykły środek płatniczy. Jednak jeszcze przez sto lat musiały one być podpisywane przez dyrektora banku, jako zabezpieczenie ich wartości. Od tego czasu banknot został praktycznie rzecz biorąc nową postacią pieniądza i zaczął przyjmować się w ogromnej ilości krajów. Dziś trudno już sobie wyobrazić życie bez niego. System bankowy jaki znamy dziś jest zdecydowanie bardziej skomplikowany niż niegdyś. Obejmuje one ogromną ilość swoich placówek i to bardzo różnego rodzaju. Są to m.in. banki centralne, banki handlowe, hipoteczne, kredytu długoterminowego oraz kasy oszczędnościowe. Banki komercyjne, czyli współcześnie handlowe, zajmują się w głównej mierze przyjmowanie depozytów oraz udzielanie oprocentowanych pożyczek gotówkowych. Kredyty te są udzielane właśnie ze środków jakie są w depozytach banku. Bank więc stale obraca pieniędzmi własnych klientów. Banki handlowe mają więc bardzo niewielką ilość własnych środków finansowych. Jest to zazwyczaj tylko 1/10 kwoty jaką bank nieustannie obraca. Banki tego typu bardzo często inwestują na giełdzie w obligacje oraz akcje. Dzięki czemu zarabiają oni dodatkowo wykorzystując pieniądze klientów. Stając się współwłaścicielami wielu przedsiębiorstw czerpią one również korzyści finansowe w postaci dywidend. Wszystkie banki bardzo dobrze wykorzystują również nowoczesną technologie. Różnego rodzaju systemy znakomicie zabezpieczają pieniądze, a do tego gwarantują klientom dużą wygodę korzystania z usług.

Kryzys azjatycki

18Kryzys azjatycki rozpoczął się na początku lat 90-tych i dotyczył głównie Japonii. Kraj ten po drugiej wojnie światowej stał się jednym z motorów napędzających globalną gospodarkę. W ciągu 50 lat cena za grunty w Japonii wzrosła 70-krotnie, natomiast ceny akcji blisko 100-krotnie. Inwestorzy wierzyli, że wzrost będzie trwał w nieskończoność. Japońskie firmy chcąc rozpocząć ekspansje na rynek amerykański, zaczęły pozyskiwać kapitał, który był zabezpieczony przewartościowanymi nieruchomościami. Rząd japoński postanowił podnieść stopy procentowe, co spowodowało problemy z wypłacalnością i obsługą zadłużenia firm. Kredytodawcy zaczęli masowo wyprzedawać nieruchomości i akacje, co w efekcie spowodowało lawinę spadków na rynkach papierów wartościowych. Dodatkowym czynnikiem, który wzmocnił spadek okazały się automatyczne systemy transakcyjne, które działały podobnie, jak w przypadku kryzysu amerykańskiego z 1987 roku. Warto zauważyć, że japońska giełda wciąż nie zdołała powrócić do poprzednich szczytów ustanowionych 20 lat temu. Źródeł kryzysu należy upatrywać w amerykańskim systemie finansowym. Składa się on z jednej strony z błędów polityki finansowej i nadzorczej Baku Rezerw Federalnych, z drugiej zaś, chciwości instytucji finansowych. Przy odpowiednim nadzorze Fed-u nieodpowiednie działania banków nie byłyby możliwe. Amerykański system finansowy cechowały zbyt niskie stopy procentowe, znacznie niższe niż w Europie Zachodniej. To one decydowały o tym, że gospodarka finansowa rozwijała się o połowę szybciej niż gospodarki europejskie. Polityka doprowadziła do narastania nierówności na rynku akcji, nieruchomości oraz olbrzymiego deficytu w handlu zagranicznym. Jest to dość poważny kryzys, którego ofiarami są głównie banki i instytucje finansowe. Czyli w dużej mierze ci, którzy go wywołali. Na tle kryzysu lat dwudziestych i trzydziestych obecna recesja wygląda bardzo blado. Wiele wskazuje na to, że kryzys w naszym kraju nie będzie zbyt głęboki, ale z pewnością dotknie niektóre branże bardziej poważnie. Przewiduje się, że ta finansowa zawierucha może potrwać do 2011 roku, potem powinno być już tylko lepiej. Przewożone z odległych krajów do Europy sadzonki tulipanów stały się najbardziej popularnym i pożądanym towarem wśród holenderskich kupców. W głównym okresie hossy za jedną sadzonkę trzeba było naprawdę słono zapłacić. Cena dochodziła do ówczesnej wartości niejednej posiadłości. Kwiaty te były niezwykle rzadkie i to stanowiło w dużej mierze o zawyżonej cenie. Przywiezione kilkaset lat temu z Turcji tulipany były postrzegane w Holandii jako niezwykłe. Ponadto były zróżnicowane kolorami, co dodatkowo podkreślało ich unikalność. Ludzie oszaleli na punkcie sadzonek, aby je kupować sprzedawali swoje majątki i pożyczali pieniądze. Sadzonki uchodziły za dzieła sztuki, w których lokowano kapitał. Jak to zwykle bywa, w najmniej oczekiwanym momencie holenderscy inwestorzy zaczęli spekulować i sprzedawać swoje sadzonki. Każdy zapragnął sprzedawać i realizować swoje zyski w tym samym czasie, aż już nie było chętnych do nabywania tulipanów. Silna podaż doprowadziła cenę sadzonek do realnej wartości. Po tym wydarzeniu holenderska gospodarka nie mogła długo się pozbierać.